motywacja

To już 23 lata życia za mną…

Jest to dla mnie bardzo miłe uczucie, kiedy widzę, że tak wiele osób mnie wspiera. Jednocześnie jest dla mnie bardzo motywujące do dalszego działania to, że to co robię i to co jest dla mnie bardzo ważne jest ważne również dla Ciebie. To wielka odpowiedzialność, ale z wielką chęcią biorę ją na swoje barki!

Chciałbym podzielić się z Tobą teraz moimi krótkimi przemyśleniami na temat tego, czego się nauczyłem przez ostatnie 23 lata mojego życia.

Nauczyłem się przede wszystkim tego, żeby nigdy, przenigdy się nie poddawać!

Nauczyłem się przede wszystkim tego, żeby nigdy, przenigdy się nie poddawać! Bez względu na zaistniałe okoliczności, pojawiające się przeszkody, czy opinię innych ludzi. Jeśli na czymś naprawdę Ci zależy, to za nic nie powinieneś odpuszczać, bo jak powiedział Thomas Alva Edison: „Wielu przegranych to ludzie, którzy poddali się nie wiedząc jak blisko byli sukcesu”. Uważam, że życie jest jak jedna wielka sinusoida. Skądś chyba musiały się wziąć powiedzenia, których używamy w życiu codziennym jak np. „Raz na wozie, raz pod wozem”. Wydaje mi się, że tak już jest, że czasem będzie lepiej, a czasem gorzej. Ja tak sobie to tłumaczę, a to pomaga mi przetrwać kolejne ciężkie okresy, bo wierzę, że po każdej burzy wychodzi słońce. Z drugiej jednak strony pomaga mi to zachować zdrowy rozsądek i trzymać się rzeczywistości w chwilach podniosłych sukcesów, co nie jest z kolei łatwe. Jeśli teraz jest „super”, to czas wziąć się w garść, bo za chwilę przyjdzie kolejny „upadek”. Osobiście wierzę w równowagę i jak to się mówi w „Yin i Yang”.

Dlatego też, jaki jest sens się poddawać? Bo jest trudno? Nikt przecież nie powiedział, że będzie łatwo – na tym to polega. Jak mówi buddyjskie przysłowie „W konfrontacji strumienia ze skałą, strumień zawsze wygrywa – nie przez swoją siłę, ale przez wytrwałość.”

Wydaje mi się, że my ludzie mamy skłonność do oceniania „książki po okładce”.

Kolejne przemyślenie dotyczy ludzi. Tych najbliższych, ale też i tych dalszych oraz nieznajomych. Wydaje mi się, że my ludzie mamy skłonność do oceniania „książki po okładce”. Mamy skłonność do patrzenia powierzchownie, bo po prostu nie chce nam się czegoś analizować. Mamy też skłonność do kłamstw, oszustw, kradzieży i agresji, bo tak jest po prostu łatwiej. Każdy tego zarówno doświadczył jak i dokonał. Zarówno ja, jak i Ty. Myślę, że w tym leży problem. Przeważnie robimy to, co jest dla nas łatwiejsze. Często uciekamy od odpowiedzialności. Często szukając problemu patrzymy na drugiego człowieka zamiast w lustro. Najczęściej natomiast nie potrafimy ze sobą rozmawiać…

My ludzie jako jedyni w świecie zwierząt potrafimy się ze sobą komunikować w tak zaawansowanej formie, a mimo to właśnie komunikacja jest tym, co najczęściej zawodzi. Nie moi drodzy, to nie komunikacja zawodzi – to my, ludzie. To tylko od nas zależy w jakim stopniu wykorzystamy to, co zostało nam dane. Wiem, że czasami nie chcesz czegoś powiedzieć, bo jest to tak ciężkie, bo sobie z tym nie radzisz. Doskonale Ciebie rozumiem, bo też tak mam, ale uważam, że w takiej sytuacji warto wziąć ten ciężar na swoje barki i z bólem, płaczem i okropnie bijącym sercem zacząć rozmawiać z drugim człowiekiem. Cokolwiek się stało należy wziąć odpowiedzialność za swoje słowa i czyny i rozmawiać, bo tak naprawdę, w perspektywie długoterminowej, wszystkim wyjdzie to na dobre.

Ktoś mi ostatnio powiedział, że to właśnie te najgorsze, najtrudniejsze sytuacje nauczyły go najwięcej. Powiedział, że gdyby wszystko szło łatwo i nie miałby sytuacji stresowych, sytuacji, w których nie wiedział co robić i jak się zachować, to nie stałby się tym człowiekiem, którym jest dzisiaj. Mimo, że przed każdym z nas daleka droga do „doskonałości”, to głęboko wierzę, że to właśnie to co jest „pod wozem” uczy nas najwięcej. Dzięki temu stajemy się lepsi, silniejsi i mądrzejsi i możemy iść przez życie z podniesioną głową. Jak to kiedyś powiedział Bruce Lee: „Ból jest najlepszym nauczycielem, ale nikt nie chce iść do jego klasy”.

Wiem też, że zdrowie i szczęście jest tym, co jest w życiu najważniejsze.

Wiem też, że zdrowie i szczęście jest tym, co jest w życiu najważniejsze. Zdrowie, dzięki któremu możemy skupiać się na osiąganiu celów i radować w chwilach, które nam na to pozwalają. Jeśli chodzi natomiast o szczęście i radość, uważam, że najważniejszą kwestią jest to, żebyśmy mieli się z kim dzielić tym szczęściem. Znajomi, przyjaciele i przede wszystkim rodzina. „Rodzina to miejsce, gdzie umysły się spotykają. Jeśli te umysły się kochają, dom będzie piękny jak kwiecisty ogród. Ale jeśli te umysły nie będą w harmonii, powstanie burza wywołująca chaos w ogrodzie”. Rodzina jest tym, co daje największe szczęście. Rodzina jest też tym, co zadaje największy ból. Dlaczego? Dlatego, że to właśnie z rodziną łączą nas największe uczucia i emocje. Kiedy jest dobrze, wszyscy się radują. Kiedy jest źle… wszyscy rozpaczają.

Rodzina to… bardzo skomplikowany twór. Uważam jednak, że bez względu na wszystko, to właśnie o rodzinę powinno się walczyć i dbać najbardziej, bo to właśnie ona będzie przy Tobie, kiedy wszyscy inni odejdą.

Bez względu na to, co się stanie, wykorzystajmy dobrze to jedno życie, a z każdej sytuacji wychodźmy z podniesioną głową i silniejsi patrzmy w przyszłość!

Są to tylko i wyłącznie moje, prywatne, krótkie przemyślenia.
Wiem, że wiele muszę jeszcze zrozumieć, a części spraw pewnie nie pojmę do końca życia. Ostatnie lata i miesiące nauczyły mnie bardzo wiele.
Najważniejszą natomiast lekcją jest chyba to, że wszystkie punkty, które wcześniej wymieniłem… już jutro mogą być nieaktualne… Takie właśnie jest życie.

2 Komentarze

  • Mikołaj Lech
    4 stycznia 2017 21:59

    Cieszę się, że ruszyłeś z blogiem. Symbolicznie na początku roku. Życzę ci wytrwałości i sukcesów z zdobywaniu czytelników. To początek ciekawej przygody 🙂

    • Jordan Ogorzelski
      11 stycznia 2017 13:48

      Dziękuję Mikołaj! 🙂 Wiele w tym temacie zawdzięczam Tobie 😉

Zostaw komentarz